Link 29.07.08, g. 19:54
pogoda mnie zabija. jestem chyba typem osoby, wolącej jesień zamiast upalnego lata. lato to czas, kiedy nie myślę. tak mi wtedy gorąco i duszno, że brak mi podstawowych słów. bełkoczę i mówię bzdury. świeci mi się czoło i wkurwia mnie to, że tusz spływa mi z rzęs i wiecznie wyglądam, jak ćpunka.
i chyba moje życie nie jest aż takie ciekawe, bo już nawet nie umiem go przedstawić w sposób bardziej interesujący. chyba kiedyś miałam więcej wyobraźni, żeby wysuwać ciekawe spostrzeżenia, głosić ciekawe osądy, przytaczać ciekawe cytaty i wprowadzać do wypowiedzi ciekawe metafory. nudzi mnie nowy jork, nie zachwyca paryż. styczeń, luty, maj. gdzieś zgubiłam marzec.
i czasem tylko żal ogarnia mnie z powodu braku miłosnych wzlotów, ale to nie powód do udręki. czuję, jakbym Cię mocno skrzywdziła, choć z drugiej strony nie wydaje mi się, żebyś o mnie wciąż pamiętał. zawsze miałeś lepsze sposoby na uporanie się z problemami. zapomnieć, zapomnieć. i ja zapominam. tylko że ten proces trwa już tak długo i oddziałuje tak nieistotnie.
Link 21.02.08, g. 20:46
tyle słońca w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze.
popatrz, ooo, popatrz.
szerokimi ulicami niosą szczęście zakochani,
popatrz, ooo, popatrz,
wiatr porywa ich spojrzenia ... coś tam, coś tam, coś tam, coś tam.
popatrz, ooo.
że tak powiem, zajebistycznie się robi za tym moim brudnym oknem. pomijając fakt, że dzieci podwórka (które tak podziwiam za umiejętność spędzania czasu na zabawie kupą mojego psa), biegają po ulicy i drą ryje, czym doprowadzają mnie do szału, wiosnę mam piękną w tym wstrętnym mieście.
trójeczka z fizyki? nienajgorzej, biorąc pod uwagę mój niski poziom intelektualny, którym tu wszystkich niewątpliwie zaszczycam. nie radzę sobie z nauką troszeczkę. muszę wziąć skądś motywację. widział ją ktoś? ma krótkie nóżki, jak kłamstwo, wielkie oczy, jak strach, i długi język, jak koza.
you better shake him off.
30.03.2007
Link 21.02.08, g. 20:45
wiecie, kiedyś bałam się takiej kreskówki-horroru, którą - wbrew zapowiedziom - puszczali bardzo wcześnie. pewien odcinek, choć wcale nie był straszny, ani też śmieszny czy do refleksji, bardzo mnie zastanowił, chociaż miałam może z 9 lat.
zbliżał się wieczór. mała dziewczynka szykowała się do snu. oglądała telewizję. ulubione kreskówki przerwały wiadomości.
mała ujrzała w telewizji twarz okropnie brzydkiego mężczyzny, co zresztą pomyślała. ostrzegano przed nim i kazano zamykać drzwi, jakoże uciekł z psychiatryka. wyłączyła telewizję, gdy skończył się odcinek Myszki Miki, umyła ząbki, buźkę, pożegnała rodziców, którzy pojechali na bankiet. miała tyle samo, co ja wtedy, więc mama z tatą uznali ją za odpowiedzialną, dużą dziewczynkę, której nie trzeba zostawiać pod opieką sąsiadów, rodziny czy znajomych (zwłaszcza, gdy w okolicy grasuje groźny psychopato-morderca) z tego prostego względu, że ma 9 lat. dziewczynka w piżamce weszła na górę do swojego pokoju. było ciemno, więc zapaliła lampkę. przez moment nie mogła zasnąć, myśląc o tym, że jest ciemno i ponuro, a ona siedzi sama w domu, jednak po chwili uspokoiła się. co więcej - wizja przeleżenia w łóżku w domu CAŁEJ NOCY SAMOTNIE. gdyby jej koleżanki się dowiedziały ... podziwiałyby ją!
wyłączyła więc lampkę i zamknęła spokojnie oczy. nagle usłyszała huk, który dochodził z piwnicy. z przerażenia usiadła. myślała z początku, że to jej pies, Lab, który bałagani w kuchni w poszukiwaniu jedzenia, jednak gdy usiadła na łóżku, poczuła na pięcie jego ciepły, długi język. "jestem bezpieczna, Lab jest przy mnie, nic mi nie grozi." - pomyślała zaniepokojona, lecz nie pozostawało jej nic innego, jak wierzyć, że to szop przed domem, więc znowu położyła się do łóżka. gdy usłyszała po chwli hałasy, dobiegające z dołu, serce zaczęło jej mocniej bić. gdy powtórnie usiadła na łóżku, Lab czule polizał ją po stopie, więc rozbawiona położyła się znowu. jednak po jakimś tam momencie hałasy nasiliły się i ktoś, albo coś, regularnie zaczął jakby zwalać garnki z półek. wystraszona dziewczynka zabrała ze sobą latareczkę, misia, i ostrożnie zeszła na dół. szła korytarzem i nie widziała nic, tylko to, co przeświecała jej mała, kieszonkowa, zabawkowa latarka. nagle odskoczyła. z piwnicy dochodziły przerażające dźwięki, które przeszywały ją na wylot i powodowały ciarki. mała była bliska płaczu i próbowała wołać psa, jednak on nie schodził. mogła tylko otworzyć drzwi i zajrzeć do środka. serce biło jej jak szalone, brakowało jej tchu, a pot zrosił jej czoło. chwyciła za klamkę i nerwowo szarpnęła ją. od razu zapaliła światło.
w piwnicy leżał przerażony Lab, przykryty setkami tysięcy kartonów z talerzami, które powywracał, starając się dotrzeć do paczki pączków. dziewczynka uśmiechnęła się. "Lab, ile Ty mi krwi napsułeś, no!" - powiedziała, a pies przybiegł z radością i razem wrócili na górę. dziewczynka położyła się do łóżka, uprzednio sprawdzając, czy pies trafił pod łóżko, jak każdej nocy. zaraz wyskoczyła z łóżka i rozejrzała się po pokoju. "zaraz, zaraz, ale skoro Lab był w piwnicy, to co lizało mi stopy?!". z ulicy dobiegły ją dźwięki chichotu, wyjrzała na zewnątrz i zobaczyła mężczyznę z dzisiejszych wieczornych wiadomości, który wybiega z jej domu i głośno jęczy.
ktoś myślał, że to on był w piwnicy? nie. to on lizał jej stopy.
do dziś mam ciarki na myśl o tej bajce.
29.03.2007
Link 21.02.08, g. 20:45
widok zielonych krzaków poprawia mi nastrój. mogę stać i obserwować, jak rosną. pierwsze zielone drzewko to wg mnie prawdziwy dowód na przybycie wiosny. nie jakieś tam badziwne słońce. bo bądźmy ze sobą szczerzy, wiosna tego roku nie przyszła, tylko przybiegła. dziwnie szybko.
kwiaty tylko w marzeniach pozostają zielone. palemka siostry od chłopaka w dowód miłości, którą postanowiłam się opiekować, stoi dziś na szafie, skazana na zagładę, bo liście ma już żółte. chyba pójdę i ją podleję, choć nie wiem, czy od razu odżyje po marnej dawce wody, którą zapewnie wchłonie w sekundę.
nie mogę się przyzwyczaić do tego ciepła. niby go wyczekiwałam przez cały grudzień, styczeń, luty ... ale jednak nie potrafię się przestawić, nawet w kwestii głupiej kurtki, którą po szkole i tak niosę w ręcę.
a włosy mi się dziś tak ładnie ułożyły (same z siebie i przy pomocy prostownika), że nawet On ode mnie wzroku nie mógł oderwać. raz go przyłapałam na spojrzeniu i skazana byłam już na caaały dzień bez żadnej jakiejkolwiek formy odzewu z jego strony. nieśmiały jak cholera. yhyhyhyh. różowieją mi policzki.
27.03.2007
Link 21.02.08, g. 20:45
drogie dzieci,
dzisiejsza lekcja polegała będzie na rozróżnianiu różnych rodzajów miłości.
1. miłość: × miłość słaba.
miłość słaba jest potocznie nazywana zauroczeniem. zauroczenie polega na dostrzeżeniu w drugim człowieku nie tylko obiektu zaspokojenia seksualnych potrzeb, ale i zwróceniu uwagę na osobowość, poczucie humoru i charakter drugiej osoby.
2. miłość: × miłość przelotna.
miłość przelotną można zaliczyć do słabej, jednak przyglądając się jej bliżej, zauważyć łatwo można wielką różnicę. przelotna miłość, jeśli jest przelotna, nie jest w ogóle miłością. i kropka.
3. miłość: × miłość nieodwzajemniana.
jaka by, kurwa, nie była, i tak jest piękna. o.
i wreszcie wyczekiwana przez wszystkich
miłość nr 4: miłość nieżywa.
nie rozumie ktoś pojęcia?
Jasiu, nie bij Moniki po głowie. kto się czubi, ten się lubi, dzieci.
26.03.2007
Link 21.02.08, g. 20:45
dużo można mówić o tej wiośnie. ale na pewno nie to, że jest piękna i wiosenna.
podobno weekend ma przynieść słoneczne promienie, suche chodniki i uśmiech na mej twarzy. chociaż nie wiem, czemu ten uśmiech, skoro całe dwa dni go widzieć nie będę. jedzie gdzieś i zostawia mnie samą na pastwę losu, chociaż o tym nie wie.
kocham sposób, w jaki się mnie wstydzi. ;)
a propos weekendu, zaplanowany jest co do sekundy. mam się kąpać, jeździć konno, spacerować brzegiem morza, potem poznawać ludzi i jeszcze ich poznawać, potem trochę pojeżdzę może konno, a potem skoczę na pływalnię pochwalić się znowuż wszystkim swoim cudownych, jednoczęściowym czerwonym strojem w kolorowe kwiatki. uwielbiam wyczucie stylu mojej matki. pozdro 600.
życzę sobie dużo muzyki, dużo słońca, dużo radości, dużo jodu i dużo końskiego gówna w każdej postaci.
a oczy promienieją mi nadzieją i radością.
piosenka na dziś:
Kelly Clarkson - Walk Away.
uwielbiam głąby w kapuście. no, tak, swój do swego ciągnie.
22.03.2007
Link 21.02.08, g. 20:45
mam pewność, że to, co napiszę, spotka się z aprobatą czytelników.
TEGOROCZNA WIOSNA JEST DO DUPY.
u mnie nawet śnieg padał. aaaa, taki mixior.
z nerwów obgryzam paznokcie. trudno wyzbyć się paskudnego nawyku. tylko kciuka nie ruszam, bo kciuk to świętość paznokietna. taka
temple dla pozostałych palców.
wracając ze szkoły, widziałam 2 kwiatki tulipanki, i zaraz skojarzyłeś się Ty. w jakiś dziwny i nieopisany sposób zawładnąłeś moimi myślami, jakbyś rządał wyłączności. w ten dziwny i nieopisany sposób spowodowałeś, że mi się to podoba i temu ulegam bez cienia sprzeciwu.
motto na dziś? nie rezygnuj z celu, do którego dążysz, bo nigdy nie wiadomo, kiedy role się odwrócą i będziesz miała z górki, panienko Weird.
beznadziejna jest ta reklama z tymi parówkami, które Ci chłopcy zabiorą do szkoły. a jakby wizja jedzenia parówki na przerwie była niedostatecznie dziwna, w tle brzmi zwolniona wersja piosenki Krzywego Andrzeja "7 dni", czy jaki to ma tytuł. żenua.
napiłabym się Coli tak cholernie, że chyba po nią pójdę do sklepu.
21.03.2007
Link 21.02.08, g. 20:44
mogę nie dostać świadectwa przez głupi wf (!) i głupią geografię. mogę bać się o mój wzrok i siedzieć przy komputerze pół godziny na całą dobę (?!). mogę być świadkiem wypadku, albo - co gorsza - sam zostać jego ofiarą. mogę iść bawić się z 20kilkolatkami, świętując nadejście wiosny. mogę robić to wszystko. nie jestem z tego zadowolona. absolutnie. ale wystarczy jeden jedyny uśmiech, i to wynagradza mi wszystko. CZY KTOŚ TO ROZUMIE?!, bo ja nie.
brak mi determinacji. samozaparcia. nie jestem ambitna, potrafię wszystko olać. ale tylko na jedną chwilę. potem myślę, jaka głupia byłam, że tak to wszystko zaniedbałam.
mam jedyną i niepowtarzalną pewnie okazję poprawić z geografii sprawdzian, który może być głównym argumentem do wystawienia mi oceny niedostatecznej z tego przedmiotu. ale co?!
1. głupia nie umie geograficznych krain.
2. głupia nie może wyjść z domu, bo w przeciwnym wypadku inni się do niego nie dostaną.
3. głupia z jedynki poprawiłaby zapewne na jedynkę, a w dodatku jeszcze nasłuchałaby się od pani, jaki to ze mnie zrobił się nieuk, i jakie życie mi grozi, jeśli od najwcześniejszych lat zacznę traktować wszystko tak niepoważnie, jak teraz.
uśmiechnij się jeszcze raz, bo nie wiem, czy zdam.
19.03.2007
Link 21.02.08, g. 20:44
jestem zmuszona spędzić z nimi dzień dzisiejszy. chociaż nie wiem, czy robię to z przymusu, czy z czystej przyjemności, ale słucham ich od godziny bodajże. i nie przełączam. wybaczcie, przełanczam.
good charlotte -
keep your hands off my girl.
chciałabym już móc usiąść w parku na ławce, wystawić mordę parszywą i zażywać kąpieli w promieniach słońca. niestety, na powrót z wiosennej kurtki wróciłam do zimowego płaszcza, a Zubilewicz mówi, że jeszcze z tydzień muszę w nim pochodzić. cholera.
doszłam do wniosku. jestem okropnym dzieciakiem. okropnym, okropnym, okropnym. niby że w USA mogłabym już sobie sprawić auto i nim jeździć bez przeszkód, ale ja nie jestem pewna, czy nie jestem jeszcze dość dziecinna na trójkołowy rowerek.
"i don't want to fight about it, i just want to be about it."
weekend to za mało.
"let the record play."
17.03.2007